• RepD9V6TxyG65wsuwj8g.jpg
  • 20181205_090125.jpg
  • DSC_0525.jpg
  • SAM_0007.JPG
  • EHa7vBDMQHedqs9Jj0SoRA.jpg
  • warsztaty chemiczne (3).jpg
  • SAM_0042.JPG
  • SAM_0015.JPG
  • IMG_1787.jpg
  • 9KC5M8MTLqBhzvQ3KPRSw.jpg
  • d6SzI6VPTRqsXltU94XK2A.jpg
  • 20220111_184605.jpg
  • DSC03078.JPG
  • SAM_0034.JPG
  • chemiczne (2).jpg
  • IMG_20190305_131336.jpg
  • IMG_5794.JPG
  • 20171123_184807.jpg
  • 20180920_105526.jpg
  • DSCN1152.jpg

Paszporty do Włoch rozdane… czyli nasza wyprawa do Rzymu!

Paszporty do Włoch rozdane… czyli nasza wyprawa do Rzymu!

 

W dniach 6-12 czerwca 2012 r. kilkunastu uczniów naszego gimnazjum miało niepowtarzalną okazję zwiedzić i podziwiać jedną z najstarszych i najpiękniejszych stolic Europy- Rzym, jak również przeżywać niezapomniane chwile zwiedzając Watykan- Stolicę Apostolską.

Wycieczka została zorganizowana i przeprowadzona przez ks. Łukasza Płaszewskiego oraz p.  M. Habelt-Kulik. Przez cały rok szkolny –dzięki ogromnemu zaangażowaniu Dyrekcji szkoły- udało się zebrać fundusze tak, aby uczniowie pokryli jedynie część kosztów związanych z wycieczką…

Wspólna podróż nie tylko była okazją do obejrzenia wspaniałych zabytków i miejsc, ale również obfitowała w szereg przygód, które wycieczkowicze przeżywali na swojej drodze.

A oto krótka relacja z ich niezapomnianej podróży.

Dzień 1- „ Pierwsze wrażenia są najważniejsze”

          Pobudka ok. 3.00 nad ranem …No cóż, samolot nie będzie na nas czekał. Zaspani, spotykamy się pod szkołą. Z otrzymaną „wałówką” ruszamy … Krótka podróż na lotnisko, szybka odprawa i wsiadamy do samolotu, w którym nadrabiamy stracone godziny snu. Część z nas jest niebywale poruszona- to pierwszy ich lot samolotem. Monika co kilka minut pstryka aparatem, każda chwila w powietrzu warta jest uwiecznienia-nawet jeśli za oknem unoszą się same chmury. Większość z nas jest spokojna- przecież leci z nami osoba duchowna- ks. Łukasz;) Rzym wita nas wspaniałą pogodą, z samolotu dostrzegamy stadion olimpijski. Jeszcze tylko kilkadziesiąt minut z lotniska i jesteśmy w naszej bazie noclegowej.

Krótki odpoczynek i ruszamy na podbój Rzymu! Na początek Watykan, Bazylika i  Plac świętego Piotra, kolumnada Gianloranza Berniniego, obelisk z cyrku Kaliguli i Nerona, miejsce zamachu na Jana Pawła II, Spiżowa Brama i schody królewskie (Scala Regia). Mateusz odczytuje przygotowane w domu wiadomości o miejscu, w którym jesteśmy. Okazuje się, że Watykan to najmniejsze państwo świata- faktycznie, można je obejść dosłownie w kilkanaście minut. Na swej drodze spotykamy ludzi różnych narodowości, różnych kolorów skóry. Przekonujemy się, że język- jakikolwiek- warto znać choćby w podstawach. No cóż, chyba trzeba zacząć przykładać się do angielskiego…Bazylika świętego Piotra „od środka” robi na nas ogromne wrażenie. Monumentalność przytłacza. Wspinamy się na sam szczyt bazyliki, skąd podziwiamy panoramę Watykanu i Rzymu. Na dole krótki odpoczynek na lody i ruszamy dalej….Nogi jednak odmawiają posłuszeństwa, przychodzi zmęczenie i pierwsze próby przekonania księdza Łukasza, że najwyższa pora wracać. Nawet mina pani Habelt zdradza ślady zmęczenia…Jęki niezadowolenia niewiele jednak dają, ks. Łukasz jest niezmordowany. Kilka przystanków ( na szczęście komunikacja w Rzymie działa bez zarzutu) i jesteśmy przy Bazylice św. Pawła. Upajamy się chwilą odpoczynku w pięknym ogrodzie i zwiedzamy bazylikę.  Ks. Łukasz opowiada nam pewną legendę związaną z  tym miejscem. Podobno koniec świata nastąpi, gdy wypełnią się wszystkie wolne miejsca przeznaczone na wizerunki papieskie. Z przejęciem wchodzimy do bazyliki, każdy spogląda w górę, liczy ile miejsc zostało …Pani Habelt jednak uspakaja… nie ma powodów do paniki, gdyż Jan Paweł II kazał przezornie dorobić parę pustych medalionów. W każdej legendzie jest jednak kropla prawdy, bo gdy pierwszy raz zabrakło medalionu dla kolejnego papieża, czyli dla następcy Piusa VII, nie nastąpił, co prawda, koniec świata, ale bazylika spłonęła.

Uff, zmęczeni, wracamy do ośrodka. Włoska obiado- kolacja i spać…Przekonani, że jedynym posiłkiem, jakim otrzymaliśmy jest tzw. pasta, czyli makaron z sosem, objadamy się potwornie. A tu niespodzianka, otrzymujemy od Sióstr drugie danie –mięso, sałatę, warzywa- uczta „na całego”. Okazuje się, że „pasta” stanowi rodzaj pierwszego dania, czyli naszej polskiej „zupy”. No cóż, kultury włoskiej dopiero się uczymy. Zmęczeni kładziemy się spać, nawet nie dostrzegamy, w jak pięknym miejscu jesteśmy, ośrodek prowadzony przez siostry zakonne z Polski, otoczony jest przepięknym ogrodem.

Dzień 2- „Rajd po Rzymie”

Poranek nas zaskakuje. No cóż, tylko nieliczni byli na to przygotowani…pada deszcz. Nie zniechęcamy się jednak. Ruszamy na podbój kolejnych zabytków.

Zwiedzamy bliźniacze kościoły S. Maria di Montesanto i S. Maria dei Miracoli- faktycznie bardzo podobne, odnaleźliśmy jednak kilka znaczących różnic. Słońce wita nas dopiero na schodach hiszpańskich. Po krótkiej „sesji zdjęciowej” zastanawiamy się, co fascynuje ludzi w tym miejscu. Przecież „te” schody nie wyróżniają się niczym szczególnym. A jednak…Ksiądz Łukasz i pani Habelt opowiadają historię tego miejsca. Zostały ukończone na Jubileusz w 1725 roku. Na szczycie schodów znajduje się XVI-wieczny kościół św. Trójcy, zbudowany według projektu Carla Maderny. Kościół i schody zostały sfinansowane przez rząd francuski, a przyjęta nazwa wiąże się z lokalizacją ambasady hiszpańskiej. Schody hiszpańskie należą do miejsc, które są tłumnie odwiedzane przez turystów. Odbywają się na nich coroczne pokazy mody, a wiosną zdobi je kwiatowa dekoracja ustawiana z okazji festiwalu kwiatów. Zimą, w okresie Bożego Narodzenia, na tarasie schodów ustawiana jest szopka. Schody liczą 138 stopni, co stawia je na pierwszym miejscu w rywalizacji o najwyższe schody w Europie. To też jedne z najszerszych schodów w Europie. Kilkoro z nas chce na słynnych schodach posilić się, ale pani Habelt nie pozwala- zgodnie z miejscowym przesądem, na schodach tych nie należy jeść. U podnóża schodów znajduje się niewielka fontanna Barcaccia (krypa, łódeczka), która została stworzona w 1623r. Wreszcie kilka minut dla nas, pod czujnym okiem opiekunów spacerujemy po alei najdroższych sklepów w Rzymie- ale z zakupów rezygnujemy;) –ceny zdecydowanie nie na naszą kieszeń.

Ks. Łukasz ma w tym dniu dla nas niespodziankę. Odwiedzamy miejsce dość szczególne i nieco przerażające. W krypcie braci kapucynów pod kościołem Santa Maria della Concezione dei Cappuccino, znajdują się szczątki około 4 tysięcy osób. To chyba najbardziej upiorne miejsce, jakie widzieliśmy. Większość kości jest przytwierdzona do ścian i ułożona w wymyślne wzory. Krypta składa się z sześciu pomieszczeń. Oczywiście nie obyło się bez problemów, dziewczyny musiały skrzętnie zakryć ramiona i nogi i dopiero wówczas mogły wejść do kaplicy.

Wieczorem lody włoskie…długo naradzamy się, które wybrać, ks. Łukasz składa zamówienie, bo my znowu mamy drobne kłopoty z porozumieniem się. Pani Habelt zniecierpliwiona z kolei składa zamówienie po angielsku- dziwne, przecież to polonista… Ach, te języki!!!

 

Dzień 3- „Wizyta u Papieża”

Od rana oczekujemy na Placu Świętego Piotra na audiencję generalną. Miejsca zajęte, aparaty przygotowane. Ogromna ilość ludzi, dziesiątki minut oczekiwania. W końcu papa mobile zbliża się do nas…Emocje sięgają zenitu, tłum wiwatuje, a my razem z nim. Te chwile zapamiętuje się do końca życia…Dopiero, kiedy emocje opadają dochodzą do nas informacje p. Habelt .W latach 30 – tych XX wieku Watykan ustanowiony został niepodległym państwem. Zamieszkiwany przez około 500 osób ma własną pocztę, banki, monetę, urzędników, system prawny, rozgłośnie radiową, sklepy i codzienną prasę.. No cóż, my zapamiętamy z tego dnia z pewnością spotkanie z Benedyktem XVI. Zmęczeni wracamy do ośrodka. Wieczorem wybieramy się do restauracji. Co do „włoskiej pizzy” opinie są różne, niestety większość z nas woli jednak„polską wersję”.

Dzień 4- „Koloseum zdobyte"

Za oknem piękna pogoda…A my wyruszamy, by zwiedzić Zamek Anioła, zobaczyć Fontannę di Trevi, Koloseum,  Forum Romanum i jakąś „ sztuczną szczękę”. Zamek Anioła ma niesamowitą historię. To były grobowiec rodzinny, więzienie, koszary a nawet rezydencja papieska. Koloseum robi na nas ogromne wrażenie. Jednak na wejście do środka oczekujemy ponad godzinę. Nasza wiedza, do tej pory, o tym miejscu była znikoma. Szybko nadrabiamy braki. W Koloseum odbywały się w nim m.in. walki gladiatorów oraz polowania na dzikie zwierzęta. Od połowy XVIII wieku Koloseum jest otoczone opieką jako miejsce męczeństwa pierwszych chrześcijan. Kolejny szczególny obiekt w „naszym planie dnia” to Forum Romanum- jesteśmy już jednak bardzo zmęczeni, ksiądz Łukasz dobija nas, narzucając potworne tempo. „Przecież przed nami dziś jeszcze tyle rzeczy do zaliczenia”- tłumaczy. Nawet P. Habelt już nic nam nie opowiada, widać kobieta też jest zmęczona.

Odpoczynek czeka nas dopiero w przepięknym parku, gdzie kosztujemy „dzikich pomarańczy”. Miejsce to nazywane jest parkiem Savellich. Niedaleko, przy placu Maltańskim, znajduje się brama siedziby kawalerów maltańskich ze słynną w mieście dziurką od klucza. To, co widać przez nią o każdej porze dnia i nocy, to jedna z najpiękniejszych „laurek” kopuły bazyliki św. Piotra. Oczywiście wszyscy ustawiamy się w kolejce, by przez „dziurkę” spojrzeć… A co do pomarańczy…ich smak będziemy chyba pamiętać długo;) Nawet cytryna wydaje się przy nich słodsza.

Na chwilę zatrzymujemy się przy najpiękniejszej fontannie Rzymu- Fontannie di Trevi. Z pewnością jest to jeden z najbardziej znanych zabytków „wiecznego miasta”. Spory tłum, który ją oblega najlepiej o tym świadczy,

Kolejny punkt dnia to „usta prawdy”. Obecnie znajdują się one w przedsionku kościoła Santa Maria Wedle średniowiecznej legendy temu, kto włożył swoją dłoń do ust i składał fałszywe świadectwo, usta odgryzały kończynę. ”Sztuczną szczęką”, o której wspominał ksiądz Łukasz przy śniadaniu, okazuje się być tzw. Ołtarz Ojczyzny.  Jest to ogromna budowla z białego marmuru, dominująca nad placem Weneckim, będąca zarazem pomnikiem króla Wiktora Emanuela II i Grobem Nieznanego Żołnierza. Budowla nie przypadła jednak do gustu mieszkańcom Rzymu, dlatego jest nazywana „sztuczną szczęką” lub „maszyną do pisania”.

Dzień wieńczymy w ogrodzie naszej „bazy noclegowej”, pogoda piękna, humory dopisują, no może nieco bolące nogi przypominają o męczącym-ale pełnym wrażeń- dniu.

Dzień 5- „Plażowanie - Lido di Ostia”

            Nareszcie prawdziwy odpoczynek. Od rana spoglądamy na niebo, aby tylko nie pojawiły się na nim chmury. Dziś „plażujemy”. Dwadzieścia minut kolejką miejską i jesteśmy na miejscu. Ostia to nadmorska dzielnica Rzymu oddalona ok. 30 km od centrum metropolii, nieopodal międzykontynentalnego lotniska Fiumicino. Na prywatnej, strzeżonej plaży bawimy się wyśmienicie…Niechętnie pozujemy też pani Habelt do zdjęć, zirytowana w końcu odkłada aparat i razem z nami rusza do wody. Dopiero po czasie orientujemy się, że jesteśmy w zasadzie na plaży bardzo osamotnieni. No cóż, dla mieszkańców Rzymu i okolic ta pora i aura jest zdecydowanie za zimna. Dla nas jednak woda jest „ciepła”, a pogoda doskonała. Miejscowi handlarze próbują dobić z nami targu, oferując różnego rodzaju pamiątki. Dziewczyny zaś decydują się na tatuaż…oczywiście z henny (pani Habelt zresztą też;)

Dzień 6- "Arrivaderci Włochy"

Arrivaderci Włochy”

Powoli przychodzi nam żegnać się z Rzymem- kolebką europejskiej cywilizacji, niegdyś stolicą jednego z najpotężniejszych imperiów starożytności, stolica świata chrześcijańskiego, miejsce, w którym narodziło się tysiące określeń z zakresu prawa, polityki, medycyny, budownictwa, sztuki, filozofii oraz strategii wojskowych.

Część z nas oczywiście nie wzięło sobie do serca poleceń ks. Łukasza i p. Habelt- dziś leczą wczorajszą „opaleniznę”. Jeszcze tylko zakupienie pamiątek i powoli trzeba się pakować. Ks. Łukasz wieczorem proponuje wizytę w najstarszej części Rzymu- przepięknej  dzielnicy Trastevere – tzw. Zatybrze, gdzie jeszcze można obserwować życie codzienne mieszkańców Rzymu. Dawniej było to niegościnne i brudne miejsce. Dziś jednak jest to dobrze zachowana i najstarsza dzielnica Rzymu, z malowniczymi obrośniętymi bluszczem i jaśminem domkami, klimatycznymi restauracjami. Turyści i Rzymianie leniwie spacerują po wąskich uliczkach dzielnicy, bądź też przesiadują w restauracjach. Właśnie ta pora- wieczór- jest idealna do odwiedzenia tej dzielnicy .Zatrzymujemy się w jednej z restauracji, gdzie serwują (wg ks. Łukasza) jedną z najlepszych pizzy w mieście. Najedzeni ruszamy jeszcze na długi, wieczorny spacer ulicami Rzymu… Żegnamy się z tym urokliwym miejscem. Z pewnością niejednokrotnie będziemy wracać do niego w wspomnieniach.

Veni, vidi,...Gimnazjum nr 2 z pewnością odwiedzi Rzym ponownie…

oprac. M. Habelt