• DSC03078.JPG
  • blaa.jpg
  • IMG_5794.JPG
  • warsztaty chemiczne (3).jpg
  • chemiczne (2).jpg
  • IMG_20190305_131336.jpg
  • SAM_0042.JPG
  • 20180920_105526.jpg
  • SAM_0007.JPG
  • SAM_0030.JPG
  • IMG_1787.jpg
  • d6SzI6VPTRqsXltU94XK2A.jpg
  • SAM_0015.JPG
  • poli.jpg
  • EHa7vBDMQHedqs9Jj0SoRA.jpg
  • RepD9V6TxyG65wsuwj8g.jpg
  • IMG_9887.JPG
  • Jgq41ZjT46Q8H1DIQWa7A.jpg
  • 9KC5M8MTLqBhzvQ3KPRSw.jpg
  • SAM_0034.JPG

Wyprawa w Pieniny. Dziennik pokładowy.

Wpis pierwszy.

Godzina 6:45. Czas zbiórki. O dziwo nie brakuje żadnej duszy, wszyscy wydają się zwarci i gotowi na wielką wyprawę. I tylko autobusu brak...

Godzina 7:00. Nadal czekamy. Według raportu pierwszego oficera autobus już jest w drodze i pomyślnie przeszedł kontrolę policji. Mamy pewność, że cała załoga będzie bezpieczna.

Godzina 7:15. Jest! Przyjechał! A więc ruszamy. Ahoj przygodo.

Godzina 7:40. Do grupy dołączył przewodnik więc możemy bez obaw wypuścić się w najodleglejsze regiony. On wskaże nam kurs.

Godzina 10:20. Przybyliśmy do pierwszego przystanku naszej podróży - Skansenu Taboru Kolejowego w Chabówce. Dla takich maszyn warto było tu zawitać. Nie było nikogo, kto osobiście nie zwiedził potężnych lokomotyw, parowców i zabytkowych wagonów. Obejrzeliśmy eksponaty dosłownie z każdej strony i nasunął się jeden wniosek. Może i stare pociągi nie zachwycają nowoczesnością, ale na pewno nie można im odmówić potęgi i rozmachu.

Godzina 11:30. Znowu w drodze. Kurs na zabytkowy kościół pod wezwaniem świętego Michała Archanioła.

Godzina 11:50. Poznajemy tajemnice starego kościółka. Widok zapiera dech w piersiach. Jak oni go zbudowali bez użycia gwoździ? A te zdobienia malowane na ścianach? Byle decoralem tak nie by się nie udało, to prawdziwa sztuka. Praktycznie każdy element wystroju to osobna historia sięgająca nawet kilkaset lat wstecz. Rekordowo stare są cymbały choć nadal brzmią iście niebiańsko.

Godzina 13:00. Przybyliśmy do zamku Dunajec w Niedzicy. Legenda głosi, że mężczyzna, który wykrzyczy imię swej ukochanej do studni, w której zginęła Brunhilda nie mając wobec niej czystych zamiarów utraci wszystkie włosy. Byli wśród nas odwazni, którzy krzyczeli. Rankiem się wszystko okaże...

Godzina 13:57. Dokonaliśmy udanego abordażu na jednostce pływającej po jeziorze Czorsztyńskim. Rejs zrelaksował zmęczone chodzeniem stopy ale i obudził zapomniane dotąd żołądki. Najwyższy czas zakotwiczyć gdzieś na dłużej.

Godzina 17:10. Kotwica rzucona. Z kuchni dochodzą do nas smakowite zapachy upragnionej stawy a więc szybkie zakwaterowanie i pędzimy do stołu.

Godzina 19:30. Jesteśmy najedzeni. Czas pomyśleć o grillu...

Wpis drugi.

Godzina 7:00. Jest dobrze, nikt nie wyłysiał. Za oknem ptaszęta wesoło ćwierkają i tylko nasze nieloty smętnie snują się po korytarzach. Ale już niedługo, za chwilę czeka nas rozgrzewka

Godzina 7:15. Wszyscy w komplecie. Nad głowami bezchmurne niebo, pod stopami skapana rosą trawa i tylko te zaspane twarze jakoś nie bardzo tu pasują... Kilka ćwiczeń i szczypta narzekania później i już wszyscy rozbudzeni i szczęśliwi pędzimy na śniadanie.

Godzina 8:00. Nie możemy pisać. Jemy, a keczup zostawia krwawe ślady na papierze. Musimy podjąć decyzję co jest ważniejsze raport czy śniadanie... A więc smacznego!

Godzina 9:00. Po odebraniu racji żywnościowych pakujemy cały sprzęt wysokogórski i alpinistów niskich lotów i ruszamy na wyprawę. Trzy Korony - strzeżcie się, nadchodzimy!

Godzina 9:20. Jesteśmy nad Dunajcem. Zanim ruszymy w górę kazali nam spływać. Rozkaz to rozkaz więc przejmujemy tratwy i odbijamy od brzegu. Flisacy umilają podróż swoimi opowieściami a my przekraczamy granice...na szczęście nie rozsądku a państw. Dryfujemy między Polską a Słowacją co i rusz zmieniając strony. Wokół góry i rwąca rzeka. Tylko patrzeć jak zza drzew wychyli się Janosik za swoimi zbójami.

Godzina 11:20. Zbójów nie było, a rejs się skończył. Trochę szkoda, zwłaszcza że liczyliśmy na to spotkanie... Ruszamy zdobywać szczyt.

Godzina 11:40. Ruszyliśmy z Krościenka i dotarliśmy do podnóża góry. Wśród członków wyprawy słychać ekscytację, ale i dobiegają nas pojedyncze przerażone głosy "Dlaczego tu jest tak pod górę​?" Okazało się, że przy zdobywaniu szczytów to normalne więc już się nie martwimy i dziarskim krokiem ruszamy prze siebie.

Godzina 12:15. Nikt nie zostaje w tyle. Bardzo w tyle. Strategicznie przyjęliśmy formację dluuuuuuuuugiego węża. To nam daje przewagę psychologiczną nad górą i pozwala utrzymać wysokie morale.

Godzina 13:09. Nadal idziemy. Trasa pnie się w górę, a my krok za krokiem pokonujemy kolejne metry. Chwila na napisanie raportu pozwala mi odetchnąć więc może podzielę się z wami opowieścią, którą dziś słyszeliśmy. Otóż kiedy jeszcze w tych lasach grasowali zbójcy, a przewodził im sam Janosik, pewnego dnia...Muszę kończyć. Grupa zorientowała się, że gram na czas. Twierdzą, że wpisy nigdy nie zajmowały tyle czasu. Za karę mam iść z przodu i trzymać odpowiednie tempo.

Godzina 13:37. Jesteśmy na szczycie. Radość tym większa, że stoimy tu w komplecie. Widok sprawił, że na moment zapomnieliśmy o całym wysiłku. Warto było wylać trochę potu żeby poczuć coś takiego. W końcu zdobyliśmy Trzy Korony! Czy to znaczy, że jesteśmy królami? Na wszelki wypadek możecie mi mówić "Wasza Wysokość".

Godzina13:41. Rozmawialiśmy z przewodnikiem...okazuje się, że jeśli chodzi o "Waszą Wysokość" to trochę jakby...w każdym razie to już nieaktualne... Trudno, wcale mi nie zależało. Czy ma ktoś chusteczki bo mi się oczy pocą...

Godzina 14:00. Ruszamy w dół. Legenda głosi, że u niejakiej Marysi można dostać najlepsze lody. Nie ma co zwlekać.

Godzina 16:20. Sprawdziliśmy! To nie legenda, to sama prawda! Potwierdzają to wszyscy ledwo żywi (ale wciąż żywi) zdobywcy Trzech Koron. Tak, tak, to o nas!!!

Godzina 17:00. Jesteśmy znowu w swojej kwaterze głównej. W najlepszej jej części, na stole pomidorówka. Przed nami znów dylemat. Raport, czy posiłek? SMACZNEGO!

Godzina 19:21. Informacja dnia: ZDOBYLIŚMY TRZY KORONY!!! No, ale nie będziemy się chwalić. 1:0 dla nas!

Wpis trzeci.

Godzina 7:10. Pobudka. Jest ciężko. Bolą nas wszystkie mięśnie. Nawet otwarcie oczu sprawia ból. Jak na zdobywców szczytów górskich prezentujemy się dosyć nędznie. Za chwilę poranna rozgrzewka. Ratunku!

Godzina 7:30. O dziwo nadal żyjemy. Ćwiczenia pomogły się rozruszać, więc możemy przystąpić do operacji "pakowanie". To będzie łatwe, gorzej z akcją sprzątania, a zapowiada się inspekcja...

Godzina 8:20. Jesteśmy najedzeni, zwarci i gotowi. Można zajrzeć do każdego pokoju bo nie mamy nic do ukrycia. Każdy przecież sprzątnął po sobie. Hmmm... zabraliśmy tę butelkę po coli z szafki, prawda?

Godzina 9:00. Inspekcja się udała. Jest zgoda na wykwaterowanie i ostateczne opuszczenie naszej przystani. Powoli pakujemy swoje manatki do luku bagażowego. Są wszyscy, nawet zapomniany jasiek wrócił do właściciela, więc możemy wyruszać.

Godzina 9:20. Dotarliśmy do wąwozu Homole. Na widok szlaku znów zaczynają nas boleć mięśnie. Zupełnie jakby wyczuwały nadchodzący wysiłek. No ale przecież nie zrezygnujemy!

Godzina 9:50. Wędrówka krętymi ścieżkami i przeskakiwanie przez potoki to naprawdę wielka frajda. Już wiemy dlaczego nigdy nie widać przygnębionych kozic górskich.

Godzina10:30. Wyszliśmy z wąwozu i wpełzliśmy na Bukowinki. Tak, tak, wczoraj się wspinaliśmy, wdrapywaliśmy w góry, dziś bliżej nam do ślimaczków niż dumnych alpinistów. Ale za to jakie widoki nam towarzyszą. Za chwilę ruszamy w dół. Widać stąd trasę i zapowiada się przyjemny spacer ("hura!!" pisnęły z ulgą mięśnie).

Godzina 11:45. Jesteśmy w Szczawnicy i ruszamy w kierunku pijalni wód. Miejmy nadzieję, że nas pokrzepiają. A może trafimy na źródło młodości...

Godzina 12:15. Pijalnia. Przed nami Józef, Stefan, Jan, Magdalenka i kilku innych. Trzeba się zdecydować i kupić. Na szczęście nie chodzi o zakup człowieka (choć jakiś pomocnik do noszenia plecaka by się przydał), my tu jesteśmy po wodę.

Godzina 13:30. Obkupieni w pamiątki i napojeni leczniczymi wodami ruszamy w ostatni etap podróży. Kurs na dom!

Godzina 15.20. Kończą się zapasy, głód zagląda w oczy, a do domu daleko. Na szczęście zacumowaliśmy w przyjaznej przystani na szybkie dożywianie. Możemy ruszać dalej!

Godzina 17:25. Przybyliśmy do portu docelowego. Stęsknione rodziny już czekają na niektórych członków naszej załogi. Jesteśmy zmęczeni, ale szczęśliwi, że mogliśmy tyle razem przeżyć. Widzieliśmy wiele nowych miejsc i świetnie się przy tym bawiliśmy. Niestety każda przygoda musi dobiec końca. Zatem nie pozostało nic innego jak odmeldować się. Do następnego razu drodzy podróżnicy!!!

Wpis uzupełniający. Czy już wam meldowaliśmy, że wczoraj zdobyliśmy Trzy Korony? Jeśli kiedyś będziecie o nas myśleć to pamiętajcie-potrafimy sięgać naprawdę wysoko!