Z pamiętnika gimnazjalnego podróżnika
Dzień pierwszy
Naszą podróż rozpoczęliśmy w poniedziałkowy poranek. Najbardziej niecierpliwi uczniowie czekali przed szkołą już od 6:30, ale przecież lepiej się nie spóźnić. Podróż autokarem, choć dosyć długa i w upale, przebiegała w wesołej atmosferze. Miasto Kraka, zgodnie z zamówieniem, przywitało nas słoneczną pogodą. Wspaniała atmosfera i ciekawe opowieści przewodnika pozwalały zapomnieć o trudach wędrówki i chłonąć klimat tego niezwykłego miasta.
W samo południe wysłuchaliśmy hejnał, a następnie ruszyliśmy na spotkanie ze Smokiem. I chociaż nie było wśród nas żadnego rycerza nikt nie ucierpiał w kontakcie z ziejącą ogniem poczwarą.
Nie tylko atmosfera była gorąca ale i słońce mocno prażyło. Miłą niespodzianką była więc informacja o zmianie planu i odwiedzeniu Wieliczki już dziś, a nie ostatniego dnia. Spacer podziemnymi korytarzami pozwolił odetchnąć chłodniejszym powietrzem i nacieszyć wzrok pięknem solnych rzeźb. Uczestnicy wyprawy potwierdzili autentyczność budulca kopalni, Wieliczka rzeczywiście jest cała z soli.
Wyczerpujący dzień zakończyliśmy w Murzasichle. Na miejsce dotarliśmy zmęczeni i głodni, ale pyszna kolacja wynagrodziła długie oczekiwanie. Wspaniały widok na Tatry sprawia, że nawet największe marudy zapominają o zmęczeniu.
Dzień pierwszy dobiega końca. Słońce schowało się zaszczytami gór a znużeni wędrowcy udali się na zasłużony odpoczynek oczekując co może przynieść kolejny dzień.
Dzień drugi.
Wyjątkowo krótka noc przyniosła podróżnikom odrobinę odpoczynku. Po śniadaniu, żądni kolejnych wrażeń wyruszyliśmy zdobywać góry. Krótki pobyt w Bachledówce a później wspinaczka na Gubałówkę pozwoliły wreszcie w pełni nacieszyć się pięknem Tatr. Co prawda Giewont towarzyszy nam od wczoraj, ale co prawdziwy szczyt to jednak szczyt. A co jest najlepszego po chodzeniu po górach? Oczywiście zakupy na Krupówkach. Zaopatrzeni w pamiątki wróciliśmy do hotelu, a wieczorny grill pomógł odprężyć się i odzyskać siły. Przed nami ostatnia noc – co przyniesie? Sen czy kolejne godziny rozmów? Jedno jest pewne, jutro ostatni dzień wojaży i powrót w rodzinne strony.
Dzień trzeci
Wyprawa dobiega końca. Po śniadaniu przyszedł czas na pakowanie i opuszczenie hotelu, w którym zdążyliśmy się zadomowić. Szkoda nam wyjeżdżać ale pocieszeniem był trening w zakopiańskiej siłowni z medalistą mistrzostw świata MMA, Marcinem Kalatą. Oczywiście nie wszyscy zdobyli się na wysiłek fizyczny, ale wizyta u mistrza i tak była udana. Po krótkim treningu udaliśmy się do Sanktuarium na Krzeptówkach, a następnie do centrum Zakopanego, gdzie zwiedziliśmy jeszcze zabytkowy kościółek oraz Cmentarz Zasłużonych na Pęskowym Brzyzku. Później już tylko ostatnie zakupy na Krupówkach i...komu w drogę, temu czas.
Wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć. Tak było również z naszą wycieczką. Szkoda, że te beztroskie chwile tak szybko minęły. Na szczęście pozostały nam wspomnienia i wspólne zdjęcia do których chętnie będziemy wracać. Kto wie, może jeszcze kiedyś powtórzymy naszą wyprawę...